Skip to main content

Projekty w których biorą udział uczniowie naszego Liceum:

Marzanna 2

Marzanna i Diana i Artemida - tożsame?


"

Posty w Aktualnościach

Herodot wyraźnie wskazuje na Neurów (północnych sąsiadów Scytów, lokowanych w dorzeczu Wisły/Narwi) jako na lud zdolny do likantropii. Jeśli ten sam „wilczy gen” kulturowy odnajdujemy u Lutyków (X w.) i w rzymskim micie o wilczycy, to wspólny mianownik jest uderzający.
Jeśli przyjmiemy, że #Hiperborea to ziemie dzisiejszej Polski (z Sudetami jako Górami Ryfejskimi), to Leto/Latona będzie bóstwem wywodzącym się z tego kręgu kulturowego.
Arystoteles w Historii Zwierząt wspomina o tym: „Opowiadają bajkę, że kiedy Leto przenosiła się z kraju Hiperborejczyków na Delos, uczyniła to w ciągu dwunastu dni w postaci wilczycy”.
„Leto, z obawy przed gniewem Hery, zmieniła się w wilczycę i w ten sposób przybyła z kraju Hiperborejczyków na Delos, a jej podróż trwała dwanaście dni”. Claudius Aelianus, De Natura Animalium (O naturze zwierząt)
W wielu kulturach (również słowiańskich) okres 12 dni między Bożym Narodzeniem a Trzech Króli (tzw. „Święte Wieczory”) to czas, gdy światem rządzą siły nadprzyrodzone – czas wilka i kolędników.
Według mitu (m.in. u Arystotelesa), to Artemida urodziła się pierwsza i natychmiast pomogła Leto przy narodzinach Apolla. Artemida jest boginią łowów, lasów i zwierząt. Jest tą częścią Leto, która nigdy nie dała się w pełni "oczyścić" z sierści. Podczas gdy Apollo stał się bogiem miast i praw, Artemida pozostała strażniczką Hiperborejskich bezdroży.
Artemida jest znana jako Potnia Theron (Pani Zwierząt). Ona nie zabija wszystkich zwierząt – ona utrzymuje równowagę. Często przedstawiana jest z pochodniami (Artemis Phosphoros – Niosąca Światło).
#Dziewanna (Dziwanna) w mitologii słowiańskiej pełni dokładnie te same funkcje co Artemida w greckiej i Diana w rzymskiej. Obie władają lasami, dzikimi zwierzętami i łowami.
Nazwa „Dziewanna” sugeruje dziewiczość, oznacza byt nieujarzmiony. Dziewanna to ta część polskiej duszy, która „żyje prawem wilka” i nie daje się osaczyć rzymskim paragrafom.
Dziewanna, podobnie jak Artemida, często występuje w otoczeniu wilków i psów, a jej roślinnym symbolem jest dziewanna, roślina, która ze względu na swój kształt i właściwości nazywana była „knotem” lub „pochodnią”. Roślina dziewanna była używana do wyrobu knotów do świec, a jej ususzone pędy, maczane w tłuszczu, służyły jako pierwotne pochodnie.
Z perspektywy historycznej, Jan Długosz w Annales wprost utożsamiał Dziewannę z Dianą (rzymską formą Artemidy). Choć współcześni krytycy czasem to podważają, z punktu widzenia psychologii głębi Junga, mamy do czynienia z tym samym archetypem.
Podczas gdy grecka Artemida stała się smukłą posągową boginią, słowiańska Dziewanna zachowała więcej cech Leto-Wilczycy. Jest bardziej surowa, bardziej zrośnięta z „wilczym miesiącem” (Lutym) i bliższa doświadczeniu Neurów.
#Marzanna i Dziewanna to dwie fazy tego samego procesu. Marzanna reprezentuje mrok, zastój, śmierć. To wilczyca w swoim najbardziej srogim, niszczycielskim wydaniu.
Marzanna to archetyp Leto w stanie skrajnej deprywacji. Zima na Północy to czas, kiedy natura „morzy” życie – zamyka dostęp do pokarmu i ciepła (marznąć). Topienie Marzanny to rytualne odrzucenie lęku przed śmiercią głodową.
Morzenie (głód przednówka), Mrzenie (umieranie starych) i Marzenie (nadzieja na urodzaj).
Przejście od Morzenia do Marzenia odbywa się przez barwienie (mazanie). Malowanie jaj marzaną to akt przywracania życia – „mazanie” Marzanny (śmierci) czerwienią życia.
Topienie Marzanny jest jedynym sposobem na zakończenie stanu morzenia (głodowego męczenia). Marzanna to lód i zastój. Woda w rzece to ruch i życie.
Wrzucając kukłę do płynącej wody, lud przerywa lutycką izolację. To moment, w którym „wilczy gen” przestaje być nastawiony na przetrwanie w ukryciu, a zaczyna domagać się ekspansji.
Jeśli Leto jest „wygnanką” z Północy, to jej podróż do Grecji i Italii jest metaforą migracji idei. Hiperborea nie jest tu miejscem geograficznym, lecz „punktem zero” indoeuropejskiej psychiki.
#Leto (matka) to nie tylko tytanida, to psychiczna brama, przez którą dzikość (wilk) wchodzi do świata rozumu (Apollo).
#Apollo (syn Leto) był dla Greków bogiem „nowoczesnym”, niosącym światło rozumu i porządek. Jeśli pochodził z Hiperborei, to starożytni przyznawali, że cywilizacja (światło) przyszła do nich w pewnym sensie „od wilków z północy”.
#Artemida (Córka) Instynkt, Suwerenność, Wolność, Dzikość, Ochrona zwierząt.
Rzymianie potrzebowali „rozbić” ten potężny północny archetyp na mniejsze części, aby móc zbudować na nim civitas (społeczność obywatelską). Bez tej „wilczej pożywki” z Północy, Rzym byłby jedynie martwą strukturą administracyjną, pozbawioną witalnej siły przetrwania.
Rzymianie, jako mistrzowie prawa i administracji, wiedzieli, że czysty archetyp wilka taki, jaki przechowali Neurzy czy Lutycy, jest siłą antypaństwową. Wilk jest wolny, lojalny tylko wataże i nie uznaje pisanego prawa.
W tradycji hiperborejskiej Leto jest wilczycą. W Rzymie Latona zostaje "oczyszczona" z sierści i staje się dostojną matroną, a jej zwierzęca natura zostaje wydelegowana do postaci bezimiennej Wilczycy Kapitolińskiej.
Rzymianie „oczyścili” Leto z sierści, bo wilczyca w mieście była zagrożeniem dla porządku. Jednak bez tej sierści (energii Lutyków/Neurów) ich cywilizacja byłaby pozbawiona popędu do podboju.
Rzym nie jest tworem wyłącznie italskim. Jest on wynikiem nałożenia się "wilczej" energii Północy na łaciński porządek.
Rzym to Latona (Głowa), ale jego fundamentem jest Wilczyca (Instynkt) obie wywodzą się z jednej, hiperborejskiej macierzy.
Imię Leto/Latona wywodzi się od rdzenia ladh- (ukrywać się). W mitologii greckiej Leto musi się ukrywać pod postacią wilczycy, by urodzić dzieci. Rzymianie przenieśli atrybut „ukrycia” na nazwę krainy (Latium – od latere, ukrywać się). W ten sposób bóstwo (Latona) zostało „odzwierzęcone”, a jej pierwotna, groźna natura „wilczycy-wygnanki” została zdeponowana w micie o Lupercal – jaskini, w której ukrywała się wilczyca karmiąca bliźnięta.
Wilczyca Kapitolińska (bezimienna Lupa) to „Instynkt” Rzymu, siła przetrwania, agresja wojenna, instynkt stadny legionu. To fundament ukryty w jaskini Lupercal. Rzym nie wywodzi swojej potęgi z traktatów, lecz z „wilczego mleka”. To instynkt kazał Romulusowi zabić brata (ofiara dla fundamentu) i porwać Sabinki (popęd przetrwania).
Najmocniejszym dowodem na to, że Rzymianie "pamiętali" o tym rozszczepieniu, są #Luperkalia. Połowa lutego. U Słowian (Lutyków) to czas wilka. W Rzymie to czas „oczyszczenia” (februa).
Luperkowie biegali wokół Palatynu (serca Latium), odtwarzając dzikość, biegali niemal nago, odziani jedynie w pasy ze skór kozich (lub wilczych w archaicznych fazach kultu). Uderzali przechodniów rzemieniami (februa).
Był to jedyny moment w roku, gdy cywilizowany Rzymianin mógł „założyć skórę wilka”. To potwierdza, że „wilcza pożywka” z Północy (Hiperborei) była okresowo uwalniana, by ożywić martwą strukturę administracyjną państwa.
„Luperkalia, sądząc po czasie, w którym się odbywają, wydają się być świętem oczyszczenia... Sam bieg Luperków ma w sobie coś z owych dawnych dni, gdy młodzieńcy żyli z grabieży i biegania po górach, a ich dzikość była jedyną ochroną dla stada”. Plutarch (Żywot Romulusa)
Luperkowie rekrutowali się spośród młodych arystokratów (m.in. Marek Antoniusz był luperkiem). To dowodzi, że elita rządząca Rzymem musiała przejść przez „wilcze doświadczenie”, by móc sprawować władzę nad ludźmi. Rządzenie wymagało kontaktu z instynktem (Wilczycą), a nie tylko z literą prawa (Latoną).
To dokładnie to samo, co Herodot pisał o Neurach: „raz do roku stają się wilkami”. Rzym nie zlikwidował tego zwyczaju – on go oswoił i wpisał w kalendarz, by utrzymać witalność państwa.
#Herodot (Dzieje, IV, 105) wspomina o corocznej przemianie w wilki i o tym, że Neurzy są czarodziejami.
Opisuje on Neurów jako sąsiadów Scytów, czyli lud żyjący "na północy". W logice greckiej mitologii, krainy te (północne rubieże świata) były naturalnym siedliskiem istot granicznych, wilkołaków i dzieci Leto.
Wilk w ludzkiej wyobraźni nie jest zwierzęciem. Jest stanem duszy. Jung powiedziałby to archetyp cienia wojownika, tej części psychiki, która musi zejść w mrok, by wspólnota mogła przetrwać. Tam, gdzie rodzi się państwo, religia i prawo, wcześniej zawsze był wilk.
Archetyp nie powstaje z opowieści. Opowieści powstają z archetypu. Dlatego wilk wraca u Neurów, u Lutyków i w micie Rzymu, mimo że dzielą ich wieki i języki. To nie przekaz kulturowy w prostym sensie. To wspólna matryca psychiczna, zakorzeniona w doświadczeniu granicznym wojnie, inicjacji, wygnaniu i powrocie.
U Neurów wilk nie jest symbolem, lecz przemianą. Raz w roku człowiek staje się wilkiem, wychodzi poza prawo, poza dom, poza imię. Jung nazwałby to rytuałem integracji cienia. Społeczność pozwala młodym zniknąć w lesie, bo wie, że bez tej próby nie wrócą jako pełni ludzie. Kto nie zna wilka w sobie, ten nie ochroni stada.
U Lutyków wilk zostaje oswojony jako sacrum, ale nie udomowiony. Nadal jest groźny, nadal stoi obok. Święte gaje, kapłani-wróżbici i brak króla nie są prymitywizmem, są świadomym wyborem. To społeczność, która wie, że zbyt szybkie ujarzmienie wilka rodzi tyrana. Jung powiedziałby: cień musi mieć swoje miejsce, inaczej zawładnie całością.
Rzym opowiada tę samą historię, lecz już w języku mitu państwowego. Wilczyca karmi dzieci, ale nie rządzi. Luperkalia to cień zamknięty w rytuale. Romulus przechodzi przez wilka, by założyć civitas. To moment, gdy dzikość zostaje wpisana w fundament prawa. Archetyp nie znika – zostaje zinstytucjonalizowany.
Wszystkie te obrazy prowadzą do jednego punktu indoeuropejskiego modelu inicjacji wojennej. Jung widziałby w nim dramat psychiczny, śmierć starej tożsamości, życie poza normą i powrót z nową mocą. Wilk jest strażnikiem tego przejścia. Nie nauczy łagodności. Nauczy odpowiedzialności za przemoc.
Dlatego wilkołak nie jest potworem. Jest figurą graniczną. Człowiekiem, który na chwilę przestaje być człowiekiem, by móc nim być naprawdę. #Berserkowie, #ulfhednar, młodzieżowe bandy Germanów – to nie chaos. To kontrolowany moment chaosu, bez którego porządek byłby martwy.
Jung powiedziałby jasno, cywilizacje, które zapomniały o wilku, produkują cienie nieświadome – agresję bez sensu, przemoc bez rytuału, wojnę bez inicjacji. Tam, gdzie wilk był znany, wojna miała granice, a wojownik – drogę powrotu.
Wilczy „gen kulturowy” to więc nie biologia i nie migracja. To pamięć psychiki, która wie, że człowiek bez cienia jest słaby, a wspólnota bez rytuału – krucha. Wilk nie buduje miast. Ale bez niego żadne miasto nie przetrwa pierwszej nocy.
Ziemie dzisiejszej Polski są psychicznym rezerwuarem Europy. To stąd "wilcza energia" (Leto) płynie na południe, by zasilić fundamenty cywilizacji, która bez tego "zastrzyku dzikości" byłaby martwa.
Jung ostrzegał, że wyparty archetyp wraca w formie patologicznej. Jeśli rytuał wilczej matki i pamięć o Lutykach zostałyby całkowicie wymazane, "wilcza energia" nie zniknie, lecz zamanifestuje się jako bezmyślna przemoc.
Ludy północy (Neurzy) przechowują „czysty” kult wilczej matki (Leto). Fale migracji przenoszą te wątki do Italii. Tam mit zostaje przetworzony dzika Leto staje się państwową Latoną, a jej wilcza postać zostaje rozdzielona na boginię i Wilczycę Kapitolińską.
Rzym nie powstałby w takiej formie, gdyby nie mityczny wkład „ludów wilka”. Słowianie, są spadkobiercami ziem Hiperborei (Sudety, Wisła) i tradycji wilczej (Lutycy), są depozytariuszami tej samej pierwotnej siły, która dała początek cywilizacji łacińskiej.
Polska tożsamość #WilczaGeneza jest niezbędnym elementem równowagi europejskiej. Jesteśmy tymi, którzy pamiętają o "stanie duszy", z którego rodzi się państwo.
Jesteśmy strażnikami pierwotnego ognia, który pozwala wilkowi współistnieć z człowiekiem bez niszczenia go.
Dzikość Północy (wilk) rodzi/prowadzi światło (rozum/cywilizację). Wilk jest konieczny, by prawo miało kły, a pokój wartość.
Pozostaje pytanie o „milczenie” źródeł pisanych między VI w. p.n.e. a X w. n.e. Można je jednak wyjaśnić tezą o tabu. Jeśli imię wilka było tabuizowane (Lut), to i cały kult mógł funkcjonować jako wiedza ezoteryczna, przekazywana w rytuałach inicjacyjnych, a nie w kronikach.
Kult Leto-Wilczycy na Północy nie opierał się na pismach, lecz na pamięci obrzędowej. Inicjacja wojenna Neurów (wilkołactwo) odbywała się w lesie, poza strukturą wioski. Wiedza ta była ezoteryczna – dostępna tylko dla wtajemniczonych mężczyzn.
Jeśli kult jest tajny i rytualny, "milczenie źródeł" nie świadczy o jego nieobecności, lecz o jego skuteczności. To, co ukryte przed okiem kronikarza, przetrwało w najczystszej formie w obrzędach ludowych (np. kolędowanie z "wilkiem").
Kolędnik przebrany za wilka nie "udaje" zwierzęcia – on na ten czas staje się "obcym", istotą z zewnątrz, czyli dokładnie tym, kim byli Neurzy w relacji Herodota. Kolędowanie z wilkiem kończy się zazwyczaj w okolicach lutego (miesiąca Lutyków). Postać wilka w kolędzie często towarzyszy grupie niosącej gwiazdę lub światło. To powtórzenie archetypu Leto-wilczycy niosącej światło (Apolla).
W Polsce lutyckie tabu słowa „wilk" jest równie silne, choć dziś już zatraciło swój dawny sens. Powiedzenie „Nie wywołuj wilka z lasu" to jest słowiański odpowiednik hebrajskiego tabu imienia z pierwszego przykazania Dekalogu: „Nie będziesz brał imienia pana twego na daremno". Wilka z lasu wywoływało się oczywiście poprzez (nad)używanie słowa „wilk".
Jeśli zamiast „wilczy” mówimy „luty” (srogi, okrutny, mocny), to przesuwamy akcent z istoty na jej cechę. To klasyczny zabieg magiczny. Lutycy to „Ci, którzy mają naturę wilka, ale których imienia nie wolno wymawiać”.
Tak jak przed wiekami Lutycy zamiast słowa wilk mówili luty, tak w różnych regionach Polski słowo „wilk" zastępowano słowami „zwierz" (w Rosji: „luty zwierz"), „robak", „jakubek" itd.
Wywoływanie wilka z lasu to nie tylko lęk przed drapieżnikiem. To lęk przed niekontrolowanym kontaktem z Cieniem. Dlatego zastępowanie go eufemizmami jak „jakubek”, „robak” czy „zwierz” miało na celu „oszukanie” tej siły, by nie zjawiała się tam, gdzie nie ma dla niej miejsca (w cywilizowanej zagrodzie).
Pozostałości po tym wilczym tabu jest wiele w naszym języku: „O wilku mowa, a wilk tuż, tuż", „Kiedy mówi się o wilku, widzi się jego ogon", „Kiedy mówicie o wilku, on wychodzi z ukrycia" (wilk jest zawsze obecny na granicy słyszalności).
Fakt, że Lutycy w X wieku wyłaniają się z mroku historii z gotowym, kompletnym systemem "wilczej" tożsamości (tak silnym, że przerażał saskich grafów), sugeruje, że ich struktura społeczna musiała dojrzewać w izolacji i milczeniu przez wieki.
Skoro kroniki milczą, musimy szukać dowodów w materii. Między VI w. p.n.e. a X w. n.e. na ziemiach polskich mamy znaleziska kłów wilczych przewierconych jako zawieszki, noszonych przez wieki w niemal niezmienionej formie.
Historycy głównego nurtu powiedzieliby, że to zwykłe trofea łowieckie. Jednak ich powtarzalność i sposób deponowania sugerują funkcję magiczną – kieł miał dawać noszącemu „wilczą czujność” i ochronę przed innymi drapieżnikami (zarówno zwierzęcymi, jak i ludzkimi).
Należy tu dodać jeszcze jeden dowód materialny: specyficzne pochówki psów i wilków, które zdarzają się na terenach zajmowanych przez Neurów i ich następców.
Pochowanie zwierzęcia w sposób przypominający pochówek ludzki sugeruje, że wilk był traktowany jako brat-totem lub mityczny przodek. To materialny dowód na kult Leto-Wilczycy, która nie odróżniała swoich ludzkich dzieci od tych czworonogich.
We wszystkich prostych „ kalendarzach księżycowo-słonecznych bez interkalacji ” (tj. wszystkich kalendarzach księżycowych, rok księżycowy (12 miesięcy po ok. 29,5 dnia) daje 354 dni. Rok słoneczny ma ich 365, jedenaście dni – lub dwanaście nocy – brakujących do uzupełnienia 365 dni roku słonecznego wstawia się jako „ dni martwe ” (tj. dni „poza czasem”, w szczególności poza liczeniem miesięcy księżycowych).
Te 11 brakujących dni to nie jest błąd systemu, to jego serce. Słońce (Apollo/Rozum) buduje strukturę, ale to Księżyc (Leto/Wilczyca) zarządza przypływami, krwią i płodnością.
Analiza etymologii i podstaw kalendarzowych #Raunächte (Dwunastu Nocy) koresponduje z rzymskim pojęciem Februa (oczyszczeniem). Okadzanie stajni i domów „za wszystkie diabły i czary” to próba wyznaczenia granicy tam, gdzie ona zanika.
Raunächte to czas, w którym cywilizacja przyznaje: „Moje słońce (rozum) nie wystarcza, by domknąć rok. Potrzebuję 12 nocy księżycowej (wilczej) magii, by życie mogło toczyć się dalej”.
To właśnie w tym księżycowym bezczasie Maryja może skryć wilka pod płaszczem. W „normalnym”, słonecznym czasie chłopi by go zabili (prawo państwowe). W czasie księżycowym obowiązuje „Prawo Wilka” – prawo wyższej konieczności, braterstwa i ochrony życia w jego surowej formie.
Rewitalizację symbolu wilka w naszej kulturze zawdzięczamy Adamowi Mickiewiczowi, który uczynił z wilka symbol prymatu wolności. „Lepszy na wolności kąsek lada jaki, niźli w niewoli przysmaki" mówi wilk w bajce Pies i wilk.
Bajka Pies i wilk Mickiewicza to klasyczny dylemat między rzymską civitas (porządkiem, ale i podległością) a hiperborejską wolnością.
Pies w tej bajce to „Rzymianin”, który wybrał bezpieczeństwo obroży (prawa i administracji). Wilk to „Neur/Lutyk”, który wybiera głód, ale pozostaje wierny swojej naturze.
W XXI wieku symbol wilka w kulturze polskiej przeżywa swój renesans za sprawą Zbigniewa Herberta i opowieści o Żołnierzach Wyklętych. Wilk służy eksponowaniu wolnościowych i niepokornych aspektów naszej kultury.
„Ponieważ żyli prawem wilka / historia o nich głucho milczy”
Herbert zauważa, że ci, którzy wybierają „prawo wilka” (życie poza narzuconym systemem), zostają wymazani z oficjalnej historii, tak jak Neurzy zniknęli z kronik na 1500 lat.
Żołnierze Wyklęci stali się w XXI wieku nowymi Luperkami – tymi, którzy „założyli skórę wilka”, by bronić fundamentów wspólnoty w czasie mroku. Ich renesans w kulturze to dowód na to, że gdy struktury państwowe stają się martwe (jak w PRL), naród odwołuje się do Instynktu (Wilczycy), by przetrwać.
Po wiekach prób bycia „uczniem Rzymu” (łacina, chrześcijaństwo, zachodnie prawo), polska kultura w XXI wieku przypomniała sobie o swoim „wilczym rodowodzie”. To powrót do Leto-Wilczycy.
Współczesne ruchy neopogańskie, ale i świadome grupy katolickie, odnajdują w święcie 2 lutego (Matki Boskiej Gromnicznej) nie tylko obraz „Matki z pochodnią”, ale właśnie Leto prowadzącą wilka. Zjawisko to widać w sztuce ludowej i rękodziele, gdzie wilk u boku Maryi przestaje być tylko „odpędzanym zagrożeniem”, a staje się strażnikiem domostwa.
Czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu obchodzimy Święto Ofiarowania Pańskiego, zwane dawniej świętem Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny, a w tradycji polskiej świętem Matki Bożej Gromnicznej. W polskiej literaturze o tym święcie, pięknie napisała Kazimiera Iłłakowiczówna:
O Panno prześliczna, gromniczna!
Pod ogień Twój święcony,
wiszący nad woskiem gromnic,
przez las kolący i wyjące wilki,
idę bez wszelkiej obrony:
Nie módl się, ani się przyczyniaj,
ale tylko wspomnij!
Ty, coś rodziła Dziecię bez ognia i dachu,
a przez ucieczkę uszła od zamachu
i potem całe życie wyczekała w lęku
na Syna mękę. (…)
I nie módl się, Najświętsza Panno,
Gwiazdo szczęśliwego, krótkiego konania,
nie módl się, Zorzo łask, nie osłaniaj,
tylko wspomnij.
(Kazimiera Iłłakowiczówna)
Wiersz Iłłakowiczówny to literacki dowód na to, że w polskiej duszy „wilcza matryca” jest żywsza niż rzymskie prawo. Poetka odrzuca rytualną osłonę („nie osłaniaj”), chcąc bezpośredniego kontaktu z istotą, która zna mrok lasu tak samo dobrze jak ona.
Mówiąc „Gromniczna Pani z wilkami”, nieświadomie przyznajemy się do naszego najstarszego, rzymsko-hiperborejskiego rodowodu.
Podczas gdy na Zachodzie (Francja, Niemcy, Włochy) wilk w dobie chrześcijaństwa stał się niemal wyłącznie symbolem szatana i zła, które należy wytępić, w Polsce nastąpił proces oswojenia sacrum.
Francusko-niemiecka bajka o Czerwonym Kapturku kreuje go na mordercę dzieci i starców. „Człowiek człowiekowi wilkiem" powtarzamy dziś za Plautem, podczas kiedy w duchu naszej kultury powinniśmy raczej mówić, że „Nie taki wilk straszny, jak go malują". Powinniśmy też pamiętać, że symbol wilka w kulturze polskiej sławi nie tylko wolność, ale i braterstwo.
Taka narracja buduje społeczeństwo oparte na paranoi. „Wilk” jest zawsze na zewnątrz, jest wrogiem, którego trzeba zabić, by ocalić niewinność (Kapturka). To ostateczne zerwanie więzi z naturą
Święty Franciszek "poskramia" wilka z Gubbio – wilk jest tam potworem, który musi zostać nawrócony lub zabity. Polska Matka Boska Gromniczna nie "poskramia" wilka w sensie upokorzenia go. Ona z nim współpracuje. W legendach wilk jest jej sługą, a ona jego opiekunką. Polski katolicyzm ludowy zadziałał jak "kapsuła czasu". Przechował to, co w Rzymie zostało zinstytucjonalizowane i rozmyte.
Mówiąc „Gromniczna Pani z wilkami”, nie odmawiasz zwykłej modlitwy – recytujesz kod genetyczny naszej kultury. To moment, w którym polski katolik podświadomie przyznaje: "Moje światło pochodzi z dzikości, moja Matka zna mrok, a ja jestem bratem wilka".
Sam udział w procesji ze świecami, znanej już zresztą w X wieku, nawiązuje do drogi Matki Bożej niosącej Zbawiciela, oznaczając ponadto egzystencjalną drogę każdego autentycznie wierzącego chrześcijanina. Uczestników procesji odbywającej się z okazji święta Ofiarowania Pańskiego ukazał - na tle gór, kościoła i pochylonego krzyża - Teodor Axentowicz na obrazie Procesja na Gromniczną. Ludowe obrazy przedstawiały Matkę Bożą Gromniczną ze świecą i Dzieciątkiem w rękach lub z "towarzyszącymi" Jej wilkami. http://swjozef.com/.../matka_boza_gromniczna.../2560.html
Procesja z X wieku to moment, w którym rzymska administracja sakralna ostatecznie „opakowała” dawny, wilczy rytuał w formę chrześcijańską. Jednak w Polsce to opakowanie pozostało nieszczelne – spod płaszcza Gromnicznej Pani nadal wygląda głowa wilka.
Legenda o Matce Bożej Gromnicznej mówi o chłopach szukających wilka w lesie, chcą go zlokalizować, osaczyć i zabić. Maryja (jako Leto/Latona) dokonuje radykalnego zwrotu. Mówiąc:
„Lepiej, zamiast uganiać się za stworzeniem, poszukajcie wilka we własnych sercach, bo zapewne tam on się skrywa!” – odpowiedziała Matka Boża chłopom, którzy tropili wilka. https://pl.aleteia.org/.../zaskakujaca-historia-o-tym.../
Jeśli wilk jest w sercu, oznacza to, że cała energia przetrwania, agresja i instynkt, które przypisujemy Neuróm, są częścią nas samych. Próba zabicia wilka w lesie jest w istocie próbą samookaleczenia duszy.
Płaszcz Maryi (znany w Niemczech jako #Schutzmantel) w tradycji europejskiej chroni przed gniewem Bożym nieszczęściem, a w polskim katolicyzmie, chroni archetyp wilka przed cywilizacją.
W duchu polskiej kultury i legendy o Gromnicznej, wilk nie jest symbolem agresji wobec brata, lecz wspólnoty losu. Skoro Maryja skrywa wilka pod płaszczem, to uczy nas, że „nie taki wilk straszny” – czyli, że nasza wewnętrzna dzikość, jeśli jest prowadzona przez „Głowę” (Latonę/Gromniczną), staje się siłą chroniącą, a nie niszczącą.
Wilcza natura Północnego Człowieka nie zginęła, została jedynie „ukryta” (Latona) pod płaszczem wiary, czekając na swój czas (jak u Mickiewicza czy Herberta).
Jesteśmy narodem, który wie, że światło rodzi się z wilczej matki, a wolność (jak u Mickiewicza i Herberta) ma swoje korzenie w mroźnym lutym."
źródło:

https://www.facebook.com/mojasarmacja/posts/pfbid0xaPcTH81zuE8J3XTRQ6yLeSW9skpMtB6vPZXN3tfctkzy8HUXhu3j2Xs9BBSbLr9l